Autor tego tekstu równiez nie ma ambicji odpowiedzieć na pytanie: "Co to jest Ja?". Chyba, że na swój wlasny użytek. Zamierzam pokusić się o refleksję, która mogłaby coś wnieść w osobiste refleksje każdego z czytelników i moje własne.
Cassirer stwierdził, że "punktem granicznym" odróżniającym nas od zwierząt jest myślenie symboliczne. Myślimy i mówimy o rzeczach, które są abstrakcyjne - nie istnieją fizycznie, choć można je zaobserwować (przez tzw. wskaźniki - Innuici tzn. Eskimosi kiedy łowią ryby wypatrują ptaków morskich, żywiących się rybami, ponieważ nie są w stanie zobaczyć ławicy, ptaki są dla nich wskaźnikiem). "Rzeczy" takie jak np. emocje nie są materialne i nie da się sprowadzić ich do reakcji chemiczno-fizyczno-hormonalnych. Skoro potrafimy doświadczać abstrakcji to znaczy, że musi istnieć coś więcej. Ja to nie mózg i intelekt - mózg jest materialny, czy materia może doświadczać abstrakcji? Ciało jak to materia ulegnie kiedyś śmierci i rozkładowi - materia "krąży". Zastanówmy się szczerze i bez uprzedzeń - jeśli zaprzeczymy wszystkiemu, to czemu nie będziemy mogli zaprzeczyć? Chyba temu, że zaprzeczamy - "ja zaprzeczam". Wschodni mędrcy i filozofowie nauczają, że "ja" to iluzja, ale kto poddaje się tej iluzji? Czy to, że mamy ciała jest iluzją? Jak żyjąc w iluzji moglibysmy zapewnić sobie materialne przetrwanie?
Według nie potwierdzonych doniesień ciało ludzkie zmienia się całkowicie co sześć lat, tzn. za sześć lat nie będzie w tobie ani jednego atomu, który jest dzisiaj. Żeglując po morzach refleksji nad "ja" (a może "Ja"?) rozbijamy się o stare skały - czy coś, jeśli jest juz całkowicie inne, pozostaje tym samym? Czy jeśli za sześć lat nie będzie w tobie ani jednego atomu, który jest dzisiaj, to czy będziesz sobą? Bardzo możliwe, że zmienisz się fizycznie - schudniesz lub przytyjesz, zmienisz fryzurę itd. - czy to będziesz ty? Czy zgodzisz się, że istnienie ciągłości świadomości może być wskaźnikiem istnienia "ja"? Idąc tym tropem nie możemy powiedzieć, że "ja" to tylko materia, Dominującym czynnikiem w istnieniu "ja" musi byc zatem coś niematerialnego - nie ważne juz jak to nazwiemy. Idąc dalej tym tropem - nie stworzyliśmy sami tego czegoś, co sobie dopiero uświadamiamy, musimy wtedy odwołać się do wiekszego źródła. Uważam to za istotne - musimy uświadomić sobie, że poza materią są rzeczy, nad którymi warto pracować, jest coś, co powinniśmy rozwijać, bo pomimo zmiany całej materii to nie będzie nam odebrane.
Wcale nie twierdzę, że "odkryłem Amerykę". Po prostu jest to coś, co chciałem zaakcentować, co chciałem przekazać szerszemu gronu. To są moje poglądy, do których mam prawo. Masz prawo się z nimi nie zgodzić, ale nie chodzi o to, żebyś je poparł lub odrzucił, tylko żebyś się nad tym zastanowił.
Dusza, ergo Bóg!